Spojrzałam na swoją prostą czarną sukienkę. Była z Targetu, czysta, wyprasowana i idealna na odczytanie testamentu. Ale dla Bennetta wszystko bez markowej metki było równie niesmaczne.
Nie odpowiedziałam.
Zapadłam się w pusty fotel i splotłam ręce na kolanach. Skóra pod moimi nogami była zimna. Serce waliło mi tak mocno, że myślałam, że wszyscy w pokoju je słyszą.
Nie widziałam tych ludzi od pięciu lat.
Pięć lat temu wyrzucili mnie ze swojej rezydencji z walizką i powiedzieli, że nie jestem już ich córką.
Minęło pięć lat, odkąd ostatni raz czułem się częścią rodziny.
Twarz mojego dziadka uśmiechała się do mnie z oprawionego w srebrną ramę zdjęcia na biurku Theodore'a. Lawrence Montgomery – jedyny w całej rodzinie, który kochał mnie za to, kim byłem, a nie za to, co mogłem dla nich zrobić.
A teraz go nie było.
„Zaczynamy?” – zapytał Theodore, otwierając niebieski folder na biurku. „Jesteśmy tu na odczytanie testamentu Lawrence'a Montgomery'ego, który zmarł 3 września”.
Mama otarła oczy chusteczką, mimo że były suche.
Ojciec poprawił krawat.
Bennett odchylił się na krześle i skrzyżował ramiona.
„Lawrence Montgomery był bardzo precyzyjny w kwestii swojej ostatniej woli i testamentu” – kontynuował Theodore. „Sześć miesięcy temu zaktualizował swój testament i poświadczył go notarialnie zgodnie ze wszystkimi wymogami prawnymi. Był przy zdrowych zmysłach, kiedy wprowadzano te zmiany”.
„Oczywiście” – powiedziała szybko mama. „Lawrence był bardzo inteligentny aż do samego końca. Taki błyskotliwy człowiek”.
Ugryzłem się w język.
Moja mama ani razu nie odwiedziła dziadka w ostatnim roku jego życia. Wiedziałem o tym, bo dziadek Lawrence powiedział mi o tym podczas jednego z naszych tajnych spotkań w barze na Piątej Ulicy. Postawił mi tam naleśniki, zapytał o moje życie i zachowywał się tak, jakby nie był jednym z najbogatszych ludzi w stanie.
Theodore spojrzał na mnie, a coś w jego wyrazie tw