W ostatnich latach gospodarstwo ledwo funkcjonowało. Cena mleka spadła, długi się piętrzyły, bank wciąż wzywał go na raty. Rozważał nawet sprzedaż kawałka ziemi.
Ale teraz…
Nie chodziło tylko o sam skarb. Chodziło o znak. Chodziło o upór krowy, która dzień po dniu, przez pięć lat z rzędu, strzegła rodzinnej tajemnicy.
Po wezwaniu miejskiego rzeczoznawcy okazało się, że monety były warte fortunę – równowartość kilku milionów lei. Wystarczająco dużo, by spłacić wszystkie długi i jeszcze zostało sporo na poważne inwestycje.
Ale wujek Vasile nie kupił willi w Bukareszcie ani drogiego samochodu.
Wyremontował stajnię.
Kupił nowy sprzęt.
Założył małą, rzemieślniczą serowarnię z prostą etykietą: „Z farmy Vasile, Măgura”.
Zatrudnił dwóch młodych mężczyzn z wioski, którzy w przeciwnym razie wyjechaliby do pracy za granicę.
I każdego ranka, przed rozpoczęciem pracy, zatrzymywał się przy Roziție, głaskał ją po czole i mówił cicho:
„Wiedziałaś, droga dziewczyno. Wiedziałaś”.
Historia krążyła z ust do ust. Niektórzy mówili, że to szczęście. Inni, że cud.