Elisa spojrzała na nich bez gniewu. — „Leon zasłużył, by dorastać w świetle. Nie miałam nic, ale przysięgłam sobie, że nigdy nie poczuje wstydu, który wyście mi dali. A to, co dziś widzicie… to owoc mojej pracy. Bez was.”
Zapadła cisza. Po chwili Leon stanął obok niej i położył rękę na jej ramieniu.
— „Chodź, mamo. Widzieli już wystarczająco.”
Elisa uśmiechnęła się lekko i spojrzała w niebo ponad szklarnią. Nie wszystko da się naprawić — ale można pójść dalej. A jej życie było tego najlepszym dowodem.