Kiedy srebrny samochód zatrzymał się przed domem z dachówką z łupka, rodzice Elisy przez chwilę siedzieli w ciszy. Nie tak to sobie wyobrażali. Dom był duży, zadbany, z jasnymi oknami i kwitnącym ogrodem. W rogu podwórka stała wysoka jodła, a biały pies biegał radośnie wzdłuż ogrodzenia.
— „To… na pewno tu?” — szepnęła matka, zaciskając dłonie na torebce.
— „Chyba tak…” — odpowiedział ojciec, wyraźnie spięty.
Furtka się uchyliła i na podwórko wyszedł chłopak — wysoki, około czternastu lat, z brązowymi włosami i inteligentnym spojrzeniem. W rękach trzymał tablet, a na koszulce miał logo akademii robotyki.