Wziąłem głęboki oddech. Nadeszła chwila prawdy, chociaż nie chciałem go tam widzieć, nie tego wieczoru, nie przy nich.
— Firma, dla której pracuję — powiedziałem w końcu. — To… skomplikowane.
— Skomplikowane? — powtórzył tata, zaciskając serwetkę w pięści. — Co zrobiłaś, Sofio?
Nie zdążyłem otworzyć ust. Mureșan położył grubą teczkę na stole, obok talerzy z drogimi deserami i otworzył ją z wyrachowanym gestem.
Wyjął kilka dokumentów i położył je przed nimi.
— Twoja córka — powiedział — nie pracuje w zwykłym biurze. Ani w sklepie, ani w firmie informatycznej. Sofia jest prywatnym konsultantem ds. odzyskiwania długów. Po rumuńsku… rozwiązuje sprawy, których inni nie mają odwagi dotknąć. Pracuje z niebezpiecznymi ludźmi. I czasami odzyskuje… znaczne kwoty.
Tata zamarł.
Mama stała z otwartymi ustami, niezdolna wydobyć z siebie głosu.
— Jak… znaczne? — zapytał Dinu, starając się zachować wyższość, ale głos go zdradził.
— Dzisiaj — powiedział Mureșan, odwracając teczkę w moją stronę — mamy pilną sprawę. Sofia musi natychmiast z nami iść. To dług w wysokości sześciuset tysięcy lei. I tylko ona może zakończyć negocjacje bez rozlewu krwi.
Na słowo „krew” Mirela upuściła szminkę na stół. Lekko się stoczyła, brudząc jej białą talię.