Vivien przybyła z podwiniętymi rękawami i ponurym wyrazem twarzy sugerującym, że przygotowuje się do bitwy.
Rozejrzał się po kuchni niczym generał oceniający pole bitwy, z którego wszyscy żołnierze zdezerterowali.
„Jest gorzej, niż myślałem” – oznajmił. „Te indyki powinny być w piekarniku cztery godziny temu. Nigdy nie będą gotowe na czas”.
Hudson, który spędził ostatnią godzinę oglądając na YouTube filmy o przygotowywaniu indyka, podczas gdy w jego głowie narastała panika, oderwał wzrok od telefonu z desperacką nadzieją.
„Czy możemy je jakoś ugotować szybciej? W wyższej temperaturze?”
„Hudson, kochanie, nie da się pospieszyć z 9-kilogramowym indykiem. Prawa fizyki nie ugną się przed problemami porzucenia przez twoją żonę”.
Przez następną godzinę pracowali w napiętej ciszy. Vivien głośno wydawała polecenia, a Hudson niezręcznie żonglował zadaniami, które Isabella zawsze wykonywała z widoczną łatwością.
Składniki nadzienia ułożono w miskach, przypominając elementy eksperymentu naukowego, którego żadne z nas nie rozumiało.
Przepis na zapiekankę z zielonej fasolki prawdopodobnie został zapisany w starożytnej grece.
„Gdzie jest mikser?” zapytała Vivien, przeszukując szafki.
„Nie wiem. Isabella zawsze dba o to, co dzieje się w kuchni.”
„No cóż, Isabelli tu nie ma, prawda?”
Goście przybywający na miejsce zastają chaos.
Około południa telefon Hudsona zaczął dzwonić. Dzwonili krewni, pytając o godzinę przyjazdu i ewentualne ograniczenia dietetyczne.
Każda kolejna rozmowa stawała się coraz bardziej niezręczna od poprzedniej.
„Hej, Hudson, tu wujek Raymond. Mam coś przynieść? Wiem, że Vivien mówiła, że wszystko w porządku, ale moja żona spakowała trochę dodatkowego wypełnienia na wszelki wypadek”.
„Właściwie, wujku Raymondzie, może powinieneś zabrać farsz. I może cokolwiek innego, co twoja żona mogła spakować na zapas.”
„Reset? Wszystko w porządku?”
Hudson spojrzał na swoją matkę, która próbowała wsunąć surowego indyka do naczynia do pieczenia i przeklinała pod nosem.
"Przynieś wszystko co masz."
Około godziny 12:30 w rodzinie rozeszła się wieść, że coś jest nie tak z przygotowaniami do kolacji.
Telefon Hudsona dzwonił bez przerwy, gdy zdezorientowani krewni oferowali pomoc, zadawali pytania i próbowali ustalić, czy powinni opracować alternatywne plany.
W kuchni panował chaos. Vivien udało się włożyć indyka do piekarnika, ale oboje wiedzieli, że będzie gotowy dopiero wieczorem.
Zarys pozostał nienaruszony. Elegancki program, który Isabella zawsze szanowała, rozpadł się w panice i improwizacji.
„To upokarzające” – powiedziała Vivien, z mąką we włosach i łamiącym się z porażki głosem. „Absolutnie upokarzające. Sandersowie pomyślą, że jesteśmy niekompetentni”.
„Może po prostu powinniśmy odwołać” – zasugerował słabo Hudson.
„Odwołać? Odwołać? Nie możemy odwołać kolacji z okazji Święta Dziękczynienia o 13:00 w Święto Dziękczynienia. Masz pojęcie, co ludzie pomyślą?”
Ale Hudson zaczął zdawać sobie sprawę, że to, co ludzie uważali za najmniejszy z jego problemów.
Dzwon zabrzmiał jak dzwon pogrzebowy.