Poczułam gulę w gardle.
— I jeszcze jedno — kontynuował prezenter. — Oboje szukają swojej wybawicielki, której osobiście podziękują.
W telewizji pokazano rysunek Paula. Dokładnie ten rysunek.
Wielkie słońce, samochód i trzy osoby trzymające się za ręce.
— To jedyny ślad — powiedziała dziennikarka. Rysunek wykonany przez dziecko kobiety, która pomogła.
Nogi się pode mną ugięły. Usiadłam na podłodze.
Nie minęły nawet dwie godziny, a ktoś zapukał do drzwi.
Stali w drzwiach. Starsza para. Ubrani skromnie, z oczami pełnymi łez.
— Cati… Wiedziałam, że cię znajdziemy.
Kobieta mocno mnie przytuliła, jak własną córkę.
— Wtedy nie chciałaś pieniędzy, ale chcemy, żebyś coś wiedziała — powiedział mężczyzna. Całe życie staraliśmy się pomagać ludziom. Przypomniałaś nam, dlaczego.
Wyjęli kopertę.
— To na edukację Paula. Na jego przyszłość. To pieniądze zebrane na dobre. I tak powinno pozostać.
Na początku odmówiłam. Ale kobieta chwyciła mnie za ręce.
— Przyjąć. Nie jako zapłatę. Jako zobowiązanie.