Pół godziny po toaście zauważyłem, że z moją teściową dzieje się coś niepokojącego.
Przede wszystkim zaczęła się dziwnie uśmiechać. Usiadła przy stole, cicho chichocząc do siebie, mimo że nikt wokół niej nie mówił nic zabawnego. Goście wymieniali spojrzenia, myśląc, że po prostu wypiła za dużo szampana.
Nagle podskoczył.
„Muzyka... jaka piękna muzyka...” mruknął.
Orkiestra w tym czasie nawet nie grała.
Moja teściowa zaczęła powoli kręcić się pośrodku pokoju. Początkowo wydawało się to niemal żartem, ale po kilku sekundach stało się jasne, że dzieje się coś dziwnego.
Dowiedz się więcej
Przemysł chemiczny
Gospodarka
odpadami Materiały i sprzęt hydrauliczny
Jego śmiech stawał się coraz głośniejszy. Machał rękami, jakby próbował coś złapać.
„Motyle... widzisz je?” wykrzyknęła, próbując chwycić coś, co miała przed twarzą.
Goście zaczęli szeptać. Niektórzy myśleli, że źle się czuje. Ale na tym się nie skończyło.
Podszedł do jednego z gości i nagle go uściskał.
„Synu, wyglądasz dziś tak śmiesznie!” powiedział, chociaż był zupełnie inną osobą.
Potem zaczęła tańczyć sama, kręcić się w kółko, śmiać się do rozpuku i czepiać się ludzi, jakby byli starymi przyjaciółmi.
Wszyscy się na nią gapili.
I w tym momencie olśniło mnie jak grom z jasnego nieba. Zrozumiałem wszystko.
Nie dodał mi do drinka środka uspokajającego, tylko halucynogeny. Chciał, żebym stała na środku pokoju, rozmawiała z pustką i ośmieszała się przed setką gości.