Sergio zaśmiał się raz, krótko i z niedowierzaniem.
„Raport? Po co?”
Przyglądałem mu się uważnie, zauważając po raz pierwszy, jak szybko arogancja potrafiła przerodzić się w zagubienie, gdy nie miał już kontroli nad sytuacją.
„Za napaść” – odpowiedział spokojnie funkcjonariusz.
W mieszkaniu zapadła cisza.
Rocío przeniosła ciężar ciała i szepnęła coś Sergio, ale on zbył ją zirytowanym machnięciem ręki, wciąż patrząc mi prosto w oczy.
„Mówisz poważnie?” zapytał.
Nie odpowiedziałem od razu. Policzek pulsował mi pod cienkim bandażem, a zapach antyseptyku dziwnie mieszał się ze znajomym aromatem naszego salonu.
„Tak” – powiedziałem w końcu.
Wzrok Sergia powędrował ku obrączce ślubnej spoczywającej na raporcie policyjnym.
„Zniszczysz wszystko przez filiżankę kawy?”
Słowa zawisły w powietrzu niczym plama.
Jeden z oficerów spojrzał na mnie, prawdopodobnie spodziewając się gniewu lub łez, ale zamiast tego poczułem tak głęboki spokój, że aż się przestraszyłem.
„To nie była kawa” – powiedziałem cicho.
Przez lata praktykowałem cierpliwość tak, jak niektórzy ludzie praktykują religię. Wybaczałem zapomniane urodziny, upokarzające żarty przy kolacjach z przyjaciółmi, niekończące się drobne pożyczki dla Rocío.
Ale tego ranka coś we mnie się zmieniło.
Nie pęknięte.
Przesunięte.
I nie było już drogi powrotnej.
Rocío ostrożnie zrobiła krok naprzód, jakby zbliżała się do nerwowego zwierzęcia.
„Elena, daj spokój” – powiedziała z wymuszoną słodyczą. „Przesadzasz. Sergio po prostu stracił panowanie nad sobą”.
Spojrzałem na jej torebkę, tę, o którą poprosiła mnie dwa miesiące wcześniej, bo poprzednia nagle stała się „za stara”.
„Czy stracił panowanie nad sobą?” – zapytałem cicho – „czy myślał, że nie będzie żadnych konsekwencji?”
Otworzyła usta, a potem je zamknęła.
Sergio skrzyżował ramiona.
„Zawsze tak robisz” – powiedział. „Robisz z wszystkiego dramat. Zachowujesz się jak ofiara”.
Słowo „ofiara” sprawiło, że coś zimnego zagościło w mojej piersi.
Przez chwilę zastanawiałem się, czy on naprawdę wierzy w to, co mówi, czy też po prostu łatwiej mu było w to uwierzyć.
Policjant odchrząknął.
„Pani Martín zakończyła odbiór swoich rzeczy. Otrzymasz formalne zawiadomienie w sprawie skargi.”
Sergio w końcu zauważył puste półki.
Półpusta szafa.
Zaginiony laptop.
Pudełka ułożone w stos przy drzwiach.
Jego wyraz twarzy znów się zmienił, lecz tym razem dezorientacja była głębsza.
„Co wziąłeś?” zapytał.