To nie było delikatne pchnięcie. To było gwałtowne, energiczne pchnięcie, napędzane latami goryczy i okrucieństwa.
Straciłam równowagę. Moje spuchnięte stopy poślizgnęły się na kafelkowej podłodze.
Upadłam do tyłu.
Czas zdawał się zwalniać. Zobaczyłam, jak włączają się światła sufitowe. Zobaczyłam, jak kpiąca twarz Sylvii się oddala.
Moim dolnym odcinkiem kręgosłupa uderzyłam o krawędź. Ostry brzeg granitowego blatu kuchennego.
TRZASK.
To nie był odgłos łamanej kości. To był odgłos uderzenia, głęboki i głuchy.
Upadłam ciężko na podłogę. Moja głowa odbiła się od płytek.
Przez sekundę czułam tylko wstrząs. Potem pojawił się ból. Nie w plecach. To był ból w macicy.