Ojciec Nicka wstał z drugiej ławki, czerwony ze wstydu. „Nicholas, jak śmiesz tak zawstydzać naszą rodzinę?”
„Masz pieniądze, prawda, kochanie?”
Nick odwrócił się do niego z paniką w oczach.
Lori odwróciła się w stronę pokoju, teraz już zdesperowana. „Nick i ja wciąż bierzemy ślub!”
Gość siedzący niedaleko przejścia parsknął krótkim, niedowierzającym śmiechem i zapytał: „Za jakie pieniądze oni się pobierają?”
Dostawca odpowiedział, zanim zdążyłem. „Bez zapłaty nie”.
Oczy Lori spotkały się z moimi, dzikie i wściekłe. „Nie możesz po prostu wszystkiego zepsuć”.
Spojrzałem na nią, stojącą tam, ubraną w moje życie jak w kostium, i powiedziałem: „Chciałaś ślubu. Po prostu ci go daję, z rachunkami i wszystkim”.
„Nick i ja nadal bierzemy ślub!”
Odwróciłem się w stronę drzwi i zacząłem iść.
Za mną jedna z moich druhen powiedziała: „Jestem z nią”.
A potem jeszcze jeden.
Potem usłyszałem ruch w całym kościele. Rzędy gości stały, słychać było ciche głosy. Zanim dotarłem do drzwi, większość z nich już za mną wyszła.
Nick krzyknął za mną, a w jego głosie wreszcie pojawiła się panika. „Nie możesz po prostu odejść”.
Spojrzałem wstecz raz.
Większość z nich poszła za mną.
Nick i Lori nadal stali przy drzwiach, otoczeni przez sprzedawców domagających się zapłaty.
Ojciec Nicka łajał moją matkę. Tata stał naprzeciwko niej, z rodzicami Nicka, z jasnym osądem.
„Andrea!” krzyknął Nick. „Wróć tu i napraw to”.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam na światło słoneczne.
Już wszystko naprawiłem. Ujawniłem okrutny plan okradzenia mnie i dopilnowałem, by winni ponieśli konsekwencje.
I to było przyjemne uczucie.
„Wróć tu i napraw to.”