„Nie” – powiedziałam. „Stres tłumaczy łzy. Nie usprawiedliwia klapsów”.
Po raz pierwszy nie odpowiedziała od razu. Odwróciła wzrok i mruknęła: „Zawsze była… intensywna”.
Skinęłam głową. „I wszyscy zawsze po niej sprzątali. Już tego nie zrobię”.
Mój policzek się zagoił. Siniak zniknął. Ale coś jeszcze pozostało – moja zdolność do wyboru siebie bez pytania o zgodę.
Miałam na sobie bransoletkę w dniu, w którym zdjęcia zaręczynowe Vanessy pojawiły się w internecie. Nie ze złości. Dla przypomnienia: moje życie to nie puszka na datki.
Brak powiązanych postów.