Połączenie nastąpiło o 16:32 w gorzki czwartek. Właśnie kończyłam dwunastogodzinny dyżur w Hospicjum Three Rivers, siedząc w pokoju socjalnym dla personelu ze styropianowym kubkiem kawy, którego jeszcze nie tknęłam. Mój telefon zawibrował na blacie stołu. Na wyświetlaczu pojawił się numer dzwoniącego: Oddział Intensywnej Terapii Prezbiteriańskiej UPMC.
Jestem pielęgniarką hospicyjną od jedenastu lat. Uczysz się odczytywać specyficzne, kliniczne napięcie w czyimś głosie na długo przed tym, zanim skończy zdanie. Pielęgniarka oddziałowa natychmiast przełączyła mnie do dr Laury Fitzpatrick. Nie zawracała sobie głowy uprzejmościami.
„Pani Schaffer, pani babcię Eleanor przywieziono karetką dwadzieścia minut temu. Perforacja jelita, postępująca sepsa. Musimy przewieźć ją na salę operacyjną w ciągu godziny. Proszę zrozumieć, że to wyjątkowo wysokie ryzyko. Biorąc pod uwagę jej wiek, ciężką infekcję i obciążenie serca, może nie przeżyć zabiegu”.
Chwyciłam cienką serwetkę spod kubka z kawą i zaczęłam gorączkowo bazgrać. Perforacja jelita. Sepsa. Wysokie ryzyko. Właściwie nie musiałam tego zapisywać; dokładnie wiedziałam, co oznaczają te przerażające słowa. Ale sam akt pisania trzyma mnie na ziemi.
„Już jadę” – powiedziałam, a mój głos był niesamowicie spokojny. „Piętnaście minut. Czy są jeszcze inni członkowie rodziny, z którymi powinniśmy się skontaktować?”