„To literówka!” – krzyknął Richard, śliniąc się i patrząc dziko. „Urzędniczka pomyliła się co do godziny! Ukradła to wczoraj w nocy!”
„Nakaz aresztowania jest wydany dziś rano” – odparł Sterling, podchodząc bliżej. „A jeśli skłamał pan w oświadczeniu pod przysięgą, żeby to podpisać, to jest to krzywoprzysięstwo. Jeśli próbuje pan wyciągnąć stąd świadka federalnego pod fałszywymi zarzutami… to jest porwanie”.
Sterling dał znak strażnikom. „Puśćcie ją. Natychmiast”.
Zastępcy puścili moje ramiona, jakbym płonął. Cofnąłem się po podłodze, oddalając się od mężczyzny, który ukradł mi dzieciństwo.
Richard stał samotnie pośrodku kręgu.
Jego twarz była maską purpurowej wściekłości. Spojrzał na swoich zastępców, którzy cofali się z rękami uniesionymi w geście poddania. Spojrzał na Sterlinga, który patrzył na niego z lodowatą pogardą.
Spojrzał na mnie.
Wstałem, pocierając posiniaczone nadgarstki. Nie patrzyłem na podłogę. Patrzyłem na niego. I w tym momencie zdał sobie sprawę, że nie uda mu się wymknąć. Jego gwiazda, jego mundur, jego donośny głos – nic z tego tu nie działało.
I wtedy się załamał.
„Nie wyjdę bez niej!” – krzyknął Richard.
Jego ręka powędrowała do paska.
Nie wyciągnął pistoletu służbowego. Wiedział, że to go natychmiast zabije. Zamiast tego wyrwał paralizator z kabury, której żółty plastik lśnił w świetle reflektorów w holu. Wycelował go w Sterlinga.
„ODWAL SIĘ!” krzyknął, a jego głos łamał się z desperacji. „Zabieram podejrzanego! Każdy, kto się wtrąca, zostaje zwolniony!”
Zwariował. Trzymał agenta federalnego na muszce w budynku federalnym.
Ale spojrzałem w jego oczy – szeroko otwarte, przerażone, biegnące – i zrozumiałem prawdę. Nie próbował mnie już aresztować. Wiedział, że to koniec. Po prostu próbował przetrwać następne pięć minut.
Strażnicy zareagowali natychmiast. Trzy Glock 17 wystrzeliły w górę, wycelowane w klatkę piersiową Richarda.
„Rzuć broń!” rozkazał Sterling. „NATYCHMIAST!”
Przez chwilę wyglądało na to, że Richard może ich zmusić do zastrzelenia go ze złości. W powietrzu trzeszczało od groźby przemocy.
Nagle szaleństwo odpłynęło z jego oczu. Nie był męczennikiem. Był tylko tyranem. A tyran zawsze jest tchórzem, gdy szanse są równe.
Rzucił paralizator na marmurową podłogę. Rozległ się głośny brzęk w ciszy. Uniósł ręce.
„Dobra” – zadrwił, odzyskując resztki opanowania. „Zróbmy to porządnie”.
Sięgnął do kieszeni kurtki. Strażnicy napięli się, zaciskając palce na spustach, ale on wyciągnął złożony dokument i otworzył go z wprawą.
„Przyłapałeś mnie” – powiedział lekko Richard, a jego twarz rozciągnęła się w przerażającym uśmiechu. „Nakaz był fałszywy. Przyznaję. Wiedziałem o porwaniu. Pomogłem to zatuszować”.
Spojrzał mi prosto w oczy, a w jego oczach błyszczała złość.
„Zatrzymałem cię. Ukryłem cię. Ukradłem ci życie”.
Sterling zrobił krok naprzód.
do przodu z kajdankami. „To przyznanie się. Jesteś aresztowany”.
Richard zaśmiał się. To był suchy, szczekliwy dźwięk.
„Nie, nie jestem. Sprawdź w kalendarzu, agencie. Porwanie miało miejsce w 1991 roku. Termin przedawnienia porwań w tym stanie wynosi dwadzieścia lat. Wygasł w 2011 roku”.
W pomieszczeniu zapadła cisza.
Sterling zamarł.
Richard wykorzystał moment, a jego arogancja powróciła gwałtownie. „Nie możecie mnie tknąć za porwanie. Nie możecie mnie tknąć za oszustwo z tamtego okresu. Ja wychodzę. A prawnie? Nadal jesteście niekompetentni. Zarządzam waszym majątkiem, dopóki sąd nie orzeknie inaczej”.
Odwrócił się do drzwi, poprawiając marynarkę. „Pozywam was wszystkich za bezprawne przetrzymywanie”.
„Macie rację co do terminu” – powiedział spokojnie Sterling.
Richard zatrzymał się w pół kroku, oglądając się przez ramię.
„Ale zapomniałeś o jednej zasadzie” – kontynuował Sterling.
Richard zmarszczył brwi. „Która to?”
Sterling wrócił do biurka i podniósł grubą teczkę. „Doktryna Konstruktywnego Zaufania”.