Łopatki ostro odznaczały się pod materiałem, kruche i wyraźne. Trzymała się go, jakby bała się, że ją odepchnie.— Co to jest? — wyszeptał, gardło piekło go od napięcia. — Kochanie… dlaczego to robisz?
Hannah drżała w jego ramionach.
— Vanessa powiedziała, że ogród jest brudny. Powiedziała, że zrobiłam bałagan, bo bawiłam się na dworze. Więc musiałam posprzątać.
Adrian rozejrzał się wokół.
Plastikowe butelki leżały porozrzucane po trawniku. Serwetki i opakowania po jedzeniu były beztrosko porozrzucane w pobliżu ogrodowych krzeseł. Nic z tego nie wyglądało na dziecięcy bałagan. Wyglądało jak resztki po dorosłym przyjęciu.
Powoli wstał, podnosząc Hannah w ramiona. Automatycznie opleciała nogami jego talię, opierając głowę na jego ramieniu tak, jak robiła to, gdy była mała.
Vanessa w końcu wstała, wyraźnie zirytowana.
— Wracasz wcześniej — powiedziała chłodno. — Wystraszyłeś ją.
Adrian spojrzał na nią.
— Odłóż ją — dodała Vanessa. — Jeszcze nie skończyła.
Coś w Adrianie pękło.
— Ma siedem lat — powiedział cicho. — I jest moją córką.
Vanessa przewróciła oczami. — Potrzebuje dyscypliny. Za bardzo ją rozpieszczasz. Chciałam jej pomóc.
— Pomóc? — powtórzył Adrian. — Przez zmuszanie jej do ciągnięcia worków ze śmieciami po całym ogrodzie?
Vanessa skrzyżowała ręce. — Dzieci potrzebują obowiązków. Kształtuje to charakter.
Hannah cicho jęknęła i jeszcze głębiej ukryła twarz w ramieniu Adriana.
Ten dźwięk go złamał.
Bez słowa wszedł do domu, kroki pewne, mimo burzy, jaka szalała w jego piersi. Marmurowe podłogi pod jego butami odbijały każdy dźwięk, zbyt głośny, zbyt ostry.
W salonie delikatnie posadził Hannah na kanapie.— Zostań tutaj — powiedział cicho, odsuwając włosy z jej oczu. — Nie jesteś w tarapatach. Za nic.
Skinęła głową, choć ręce wciąż jej drżały.
Adrian odwrócił się do Vanessy.
— Wyjaśnij się — powiedział.
Ona wzruszyła ramionami. — Zajęłam się tym, gdy cię nie było. Ktoś musiał ją wychować.
Adrian roześmiał się raz, pustym, gorzkim śmiechem. — I to nazywasz „pomocą”?
— Stawała się trudna — odparła Vanessa ostro. — Bałaganiła. Marudziła. Ciągle chciała przekąski. Ciągle tęskniła za matką.
Wspomnienie zmarłej matki Hannah przeszył go dreszczem.
— Wykorzystałaś jej matkę przeciwko niej — powiedział cicho Adrian.
Vanessa zawahała się — ale tylko na moment. — Musi się wzmocnić.
To wystarczyło.