Podczas każdego z tych spotkań czułam nieodparte ukłucie bycia obserwowaną. Amanda, napędzana desperacką potrzebą, by w końcu mnie przechytrzyć, zatrudniła prywatnego detektywa. Wypatrzyłam go już na samym początku – wyjątkowo przeciętnego mężczyznę w szarym sedanie, który zawsze zdawał się zmagać z gazetą stojącą dwa stoliki dalej.
Uśmiechnij się do kamery, Sophie, pomyślałam, pochylając się, by musnąć odrobinę l.