— Pieniądze? — jąkał się Mark, głos drżący — Jakie… jakie pieniądze?
Dziadek powoli się wyprostował, twarz ciemniała od rodzaju gniewu, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
— Nie obrażaj mojej inteligencji. Claire nie otrzymała nic. Ani jednego dolara. I teraz myślę, że wiem dokładnie dlaczego.
Pokój zamilkł całkowicie. Nawet moja córeczka ucichła.
Wtedy dziadek znów przemówił — jego słowa przeszyły mnie na wylot:
— Naprawdę myślicie, że nie wiem, co robiliście?
Napięcie w pokoju stało się duszące. Ręka Marka zacisnęła torebki, a oczy Vivian skierowały się ku drzwiom, jakby ważyła szansę ucieczki.
Dziadek zrobił celowy krok w ich stronę.
— Przez trzy lata — powiedział stanowczo — wysyłałem pieniądze dla Claire, aby mogła zbudować bezpieczną przyszłość. Przyszłość, którą oboje przysięgaliście chronić. A zamiast tego — — spojrzał na luksusowe torby — — zbudowaliście ją dla siebie.
Vivian wymusiła nerwowy uśmiech.
— Edward, to musi być jakiś błąd bankowy. Z pewnością —
— Dość — przerwał dziadek. — Rejestry konta trafiają bezpośrednio do mnie. Każda przelewka trafiła na konto bankowe na nazwisko Marka. Konto, do którego Claire nigdy nie miała dostępu.
Żołądek podszedł mi do gardła. Powoli odwróciłam się do Marka.
— To prawda? Ukrywałeś przede mną te pieniądze?
Jego szczęka zacięła się, unikając mojego wzroku.
— Claire, posłuchaj… sytuacja była trudna. Mieliśmy wydatki —
— Trudna? — wyrwał mi się ochrypły śmiech — Pracowałam na dwóch etatach w ciąży. Sprawiałeś, że czułam się winna, jeśli kupiłam coś, co nie było przecenione. A przez cały ten czas — — głos mi drżał — — siedziałeś w pokoju wartym miliony co miesiąc?
Vivian wtrąciła się obronnie.
— Nie rozumiesz, jak drogie jest życie. Mark musiał utrzymać swój profesjonalny wizerunek. Gdyby ludzie pomyśleli, że ma problemy —
— Problemy? — warknął dziadek — Ukradliście ponad osiem milionów dolarów. Osiem milionów!
Mark w końcu wybuchł.
— Dobrze! Wziąłem! Zasługiwałem na to! Claire nigdy nie zrozumie, co to prawdziwy sukces — zawsze była —
— Dość — powiedział dziadek stanowczo, głos nagle przerażająco spokojny — Pakujecie się dzisiaj. Claire i dziecko jadą ze mną. A ty — wskazał na Marka — oddasz każdy dolar. Moi prawnicy już są gotowi.
Twarz Vivian straciła kolor.
— Edward, proszę —
— Nie — powiedział sucho — Prawie zniszczyliście jej życie.