„Najpierw” – powiedziałem – „chcę, żeby w protokole zapisano nową propozycję. Temat: Restrukturyzacja nadzoru wykonawczego nad rozbudową w Sydney”.
Usłyszałem szybki stukot klawiatur. Podniosłem wzrok. To była sekretarz zarządu, młoda kobieta o imieniu Sarah. Pisała błyskawicznie, z szeroko otwartymi oczami.
Uśmiechnąłem się do niej – lekkim, szczerym uśmiechem.
„Zapamiętaj każde słowo, Sarah” – powiedziałem. „To jest najważniejsze”.
Właśnie gdy miałem wymienić swoje warunki, ciężkie drzwi sali konferencyjnej się otworzyły.
To nie było delikatne otwarcie. To było wyważenie.
Wszedł mężczyzna, którego nie znałem. Miał na sobie garnitur, który wyglądał na ciaśniejszy niż Sterlinga, ciaśniejszy niż Blake’a – jeden z tych antracytowych prążków, które krzyczą godzinami w czterocyfrowym rzędzie wielkości. Niósł cienką skórzaną teczkę i miał agresywną, lekceważącą postawę. „Ani słowa więcej” – rozkazał nieznajomy.
Podszedł prosto do Blake’a i położył mu dłoń na ramieniu. Blake podniósł wzrok, jego oczy były przekrwione, ale nagle wypełniła je nowa, desperacka energia.
„To Silas Thorne” – oznajmił Blake lekko drżącym głosem. „Mój osobisty adwokat. Zatrudniłem go dziś rano o szóstej”.
Pan Thorne nie patrzył na mojego ojca. Spojrzał prosto na mnie.
„Pani Himenez” – powiedział Thorne cichym, dźwięcznym głosem. „Radzę mojej klientce wstrzymać się od udziału w tym spotkaniu. Ponadto formalnie powiadamiamy Radę Dyrektorów. Pani działania – wycofanie zaangażowanego kapitału z podmiotu kontrolowanego przez rodzinę w oparciu o coś, co wydaje się być osobistą zemstą – stanowią naruszenie obowiązku powierniczego wobec akcjonariuszy mniejszościowych”.
„Akcjonariuszy mniejszościowych?” – zapytała Evelyn, unosząc brwi. „Ma pani na myśli fundację rodzinną?”
„Mam na myśli przyszłe zyski tej firmy” – odparł Thorne. „Pani Jimenez celowo wywołała kryzys płynności finansowej, aby zaszkodzić zawodowej reputacji mojej klientki. Zamierzamy wystąpić do sądu o nakaz uniemożliwiający jej korzystanie z praw głosu w sprawie jakiegokolwiek potencjalnego planu naprawczego. Twierdzimy, że jest przeciwniczką”.
Sala zdawała się drgać.
Blake nie tylko się bronił. Próbował poderżnąć mi gardło, zanim zdążyłem dokończyć zdanie. Próbował zrobić z podpalacza ofiarę.
„Aktor przeciwny” – powtórzyłem beznamiętnym głosem. – „To interesujący dobór słów”.
„To prawda” – warknął Blake, wzmocniony obecnością swojego prawnika. – „Czekałeś, aż pieniądze będą gotowe, a potem je zabrałeś. Chciałeś, żebym poniósł porażkę. To sabotaż, Autumn. To nie jest robienie interesów”.
Mój ojciec spojrzał na nas oboje z bolesnym wyrazem twarzy.
„Blake, jesteśmy w środku kryzysu. Prawnicy tylko…”
„Potrzebujesz prawnika, jeśli twoja córka próbuje ukraść firmę, tato” – krzyknął Blake. „Wykorzystuje swój prywatny majątek, żeby trzymać nas jako zakładników. Chcę, żeby została usunięta z pokoju. Chcę, żeby została natychmiast usunięta z rady doradczej zarządu”.
To był śmiały ruch. Gdyby mógł przedstawić mnie jako złoczyńcę, mógłby ukryć siedem i cztery miliony dolarów, które spalił.
Nie dzwoniłem do prawnika.
Nie potrzebowałem go.
Nacisnąłem klawisz klawiatury.
„Zanim złoży pan ten wniosek, panie Thorne” – powiedziałem – „proszę najpierw zajrzeć do Załącznika D”.
Ekran za Blakiem się zmienił. Pojawił się pojedynczy ciąg wiadomości e-mail. Był datowany na trzy miesiące. „To e-mail od Blake'a do zewnętrznego zespołu prawnego Harbor Key” – powiedziałem. „Proszę przeczytać zaznaczony fragment”.
Tekst był wystarczająco obszerny, żeby każdy mógł go przeczytać.
Temat: Zmiana umowy – Od: Blake Lane.
Wiadomość: Projekt jest zbyt gruby. Moja rada nadzorcza nie musi widzieć pięćdziesięciu stron postanowień. Uprość sformułowania dotyczące istotnych, niekorzystnych zmian. Zrezygnuj z wymogu kwartalnych, niezależnych audytów na etapie budowy. Chcę, żeby to wyglądało jasno do zatwierdzenia. Nie wysyłaj kopii zmiany naszemu wewnętrznemu radcy prawnemu.
Cisza, która zapadła, była cięższa niż poprzednia. To była cisza kopanego grobu.
„Poprosił sprzedającego o zrzeczenie się wymogu audytu” – powiedziałem, patrząc na Sterlinga, naszego radcę prawnego. „I wyraźnie polecił im, żeby nie wysyłali ci kopii. Sterling, czy to standardowa praktyka dla dyrektora operacyjnego chroniącego interesy firmy?”
Sterling zbladł. Chwycił teczkę i gorączkowo ją przeglądał.
„Czy ominął kontrolę wewnętrzną?” – mruknął Sterling. „Jeśli usunął klauzulę audytu, nie mamy już mechanizmu weryfikacji rozliczeń Harbor Key. Piszemy